POKOLENIE
idziesz szara ulicą
mijasz szare domy o szarych murach
przesiąkasz szarym deszczem
szarzejesz się
szarościejesz
onomatopeicznie
Quo Vadis pyatniem nie na miejscu
zakurzone chodniki tworzą labirynt
wydeptanych ścieżek Twojej codzienności
w rynsztoku dwie przecznice dalej
leżą podeptane szczeble Twej hierarchii wartości,
którą połamałeś
z nieukrywaną i nieuzasadnioną satysfakcją
mylnie pojmując wolność
szanse otrzymane
przesypują się miedzy Twymi palcami,
niczym piasek z plaży nad Morzem Martwym
choć niektóre wielkości kamieni
podobnych do Twego serca chwilami
dzień dobry nie mówisz
nikomuś
bo zestawieniem oksymoronicznym
jest ten zwrot w Twym mniemaniu
analogicznie do mówienia i słuchania
widzisz tylko to, co widzieć chcesz
nie zauważasz
a Anioł Stróż klęka przed Tobą
i płacze bańkami mydlanymi
Twych marzeń tak bardzo zapomnianych